Blog > Komentarze do wpisu

Rozdział 1

Upadły anioł 

Odebrano mnie tobie,

a ty musiałeś na to pozwolić.

Patrzyłeś mi w oczy,

gdy spływały z nich łzy.

 

         Mój tatuś jest taki piękny ma czarne oczka i czarne włosy. Zawsze jest gładko ogolony. Dzisiaj pomagał mi układać wieże              z klocków. Ona jest już taka duża, że nie mogę dosięgnąć jej czubka. Tatuś podnosi mnie wysoko nad swoją głowę, abym mogła dokończyć naszą budowlę. Lubię być wysoko w powietrzu. Daje mi to poczucie wolności. Mam trzy latka i  wcale nie przypominam taty. Niebieskie oczy i jasne kręcone blond włoski są całkowitym przeciwieństwem mojego tatusia.

- I co zadowolona kruszynko. – Pyta mnie delikatnym, miarowym głosem i przytula mnie do piersi zaciągając się zapachem moich włosków. Moje włosy pachną ulubionym szamponem truskawkowym. Lubię truskawki, a ten szampon ma naprawdę ładny zapach. Energicznie kiwam główką uśmiechając się do niego.

        

         Drzwi komnaty niespodziewanie się otwierają, a w nich pojawia się niespodziewany gość.

- Wasza wysokość !- Jest to mój wujo. Wujo Samael wygląda  na bardzo zdenerwowanego. Szybko podchodzi do taty i coś mu tłumaczy żywo gestykulując. Oczy tatusia z każdym słowem przybysza robią się coraz większe i większe. Czuje wielki nie pokój.

         Zaczynam gramolić się w ich stronę, gdy już docieram do wyznaczonego sobie miejsca obejmuję rączkami nogę wuja i wciskam swoją główkę w jego kolano. Spuszcza głowę i mogę spojrzeć mu prosto w oczy.  Dostrzegam, że jego źrenicę są rozszerzone.          To chyba nie dobrze.

- Hej mały berbeciu.- Mówi, a jego głos drży. Podnosi mnie, jak przed chwilą tatuś. Tata naglę się otrząsa i kieruję swoje przerażone spojrzenie na mnie, jak by dopiero teraz zorientował się, że tutaj jestem.

- Samael musisz ją stąd zabrać. Natychmiast ! - Zabrać mnie, ale dlaczego ja nie chcę wyciągam do tatusia dwie szczupłe rączki, jednak on mnie wcale nie odbiera wujowi Samaelowi. Tylko mi się przypatruje. Powstrzymuję ogarniający moje gardełko szloch.

- Ale jak? Wszystkie drogi zostały zablokowane!-

- Przejdziesz przez tajemne przejście w zielonej sypialni.- Tajemne przejście? Jakie tajemne przejście? Nadstawiam uszu i z całych sił wytężam swoją, małą główkę, ale nie rozumiem.

- To ono dalej istnieje?-  Wujo wydaje się być bardzo tym zdziwiony.

-Miałem nadzieję, że kiedyś się mi przyda.- „Przyda”. Do czego?

- Doprawdy?- Słyszę ironie w głosie wuja.

- Idź!-  Samael wybiega z pomieszczenia ze mną na rękach. Mój tatuś coraz bardziej się oddala. Patrzę, a do moich oczu napływają łzy bezsilności.

-Tata!- Wołam, ale  jego sylwetka całkowicie znikła mi z pola widzenia. Czuje, że moje małe serduszko nie może wytrzymać tak silnego bólu. Dużej nie mogę powstrzymać łez, które strumieniami zaczynają spływać po moich pulchnych policzkach. Wstrząsana dreszczami wtulam się w pierś Samaela.

         Budzę się moje płuca łapczywie łapią powietrze, a ja jestem cała zaplątana w pościel. To znowu ten sam sen.  Prześladuje mnie od już tak dawna, że sama już nie wiem co jest prawdą. Które życie jest prawdziwe? To w zamku czy w sierocińcu? A jeśli te sny opowiadają o mojej przeszłość? Co się tam stało? Czy mężczyzna  z moich snów naprawdę jest moim ojcem?  Nie wiem.  Nigdy nie przyśniło mi się nic więcej niż ten fragment. O co w tym chodzi? Chcę poznać swoich rodziców. Gdzie oni są? Dlaczego mnie zostawili?

         Chciałabym poznać odpowiedzi na te pytania. Do moich oczu napłynęły łzy cierpienia. Ból psychiczny jest straszny o wiele gorszy niż fizyczny, wypala znaki na duszy, które nigdy nie znikną. Ludzie nie są jak rzeczy kiedy ktoś ich popsuje nigdy nie będą dobrze działać.

         Nie chciałam znowu płakać, nie  z tego samego powodu. To nie ja się porzuciłam i to nie ja powinnam cierpieć. Tylko oni. Niech oni płaczą zamiast mnie. Wiedziałam, że zachowuje się jak małe dziecko, ale nie potrafiłam przestać. To zbyt bardzo boli.

          Jaki rodzic porzuca własne dziecko na pastwę okrutnego losu? Ja na tego nie zrobię. Moje dziecko będzie miało wszystko co najlepsze i to czego ja nie miałam. Będzie takim małym, rozpieszczonym, kochanym berbeciem. Rozpieszczony w miarę rozsądku. Nie może być rozpuszczonym bachorem.

          Obecnie mieszkam w domu dziecka mam szesnaście lat i z powodu wieku nie mam praktycznie żadnych możliwości na adopcję. Ludzie chcą młode dzieci, które mogą samodzielnie wychować. Przebywam w tym przytułku już od trzynastu lat. Nikt mnie nie chciał nawet jak byłam małą, słodką dziewczynką, więc co dopiero teraz.

         Opiekunowie choć się starali to nie byli w stanie zastąpić nam nawet namiastki rodziców. Zresztą mój opiekun byłby bardziej        w wieku mojego, starszego brata, którego przecież nie miałam. Chyba nie miałam? Nie chciałabym, żeby cierpiał w jakiejś instytucji tak samo jak ja.  Jak by tego było mało. Dzisiaj jest pierwszy dzień w nowej szkole i koleina rocznica porzucenia mnie przez rodziców,        a na dodatek dzień moich urodzin nadanych mi przez opiekunów sierocińca z powodu braku wiedzy na temat okoliczności moich narodzin.  Czy oni naprawdę nie mogli wybrać innej daty? Musieli mi jeszcze bardziej przypominać o  tragicznych wydarzeniach            z przeszłości. Nie nawiedzę rocznicy tego dnia mimo, że ludzie w nim starają się być dla mnie mili i wyrozumiali, a to jeszcze bardziej mnie drażni.

         Jest  trzecia nad ranem, a ja wiem, że już nie będę potrafiła zasnąć. Zbyt bardzo przeżywałam te sny. Po każdym z nich coraz bardziej uświadamiam sobie, że brakuje mi jakiejś cząstki siebie. Zgubiłam ją i nawet nie pamiętam gdzie. To straszne nie być pewną swojej przeszłości.

          Mój pokój mieścił się na poddaszu. Byłam z niego bardzo zadowolona. Był on największy z wszystkich pokojów w przytułku,        a prawo do niego wywalczył mi mój kochany opiekun kiedy skończyłam dziewięć lat.  Czułam się w nim jak roszpunka w wierzy. Metatron, czyli mój opiekun był osobą, którą najbardziej  na świecie kochałam. Nie żebym miała takich osób wiele. Właściwie to miałam jeszcze tylko dwie przyjaciółki, które również darzyłam tym ciepłym uczuciem. Tyle dla mnie zrobił i jak na dom dziecka można powiedzieć, że mnie rozpieścił. Kupował mi ładne ubrania ze swojej własnej kieszeni, a dwa lata temu nawet kupił mi telefon i to bardzo nowoczesny. Co równa się z tym, że był cholernie drogi. Miałam ładny widok na park z okna. Korony drzew były na wysokości mojego okna.

          Usiadłam przy swoim biurku, które również dostałam dzięki Metatronowi i zaczęłam rysować. Rysowanie kompletnie odrywało mnie od rzeczywistości. Dawało mi poczucie magii burząc  codzienną monotonie. Nie byłam wstanie powiedzieć czy minęło kilka godzin czy kilka minut.

         Po długim czasie zorientowałam się, że narysowałam skrzydła. Były czarne i wcale nie należały do czarnego ptaka, bo za rozłożonymi skrzydłami krył się mężczyzna z pięcioramienną  gwiazdą na ramieniu. Mężczyzna stoi tyłem do mnie, więc nie wiedzę jego twarzy. Ma szerokie i umięśnione ramiona i nie ulega wątpliwości, że jest to silna i niebezpieczna istota. Piękny, pewny siebie         i uroczy upadły anioł, ale nie jego uroda mnie uderza, lecz to że jego gwiazda jest dokładnie w tym samym miejscu co moje znamię. Mój księżyc.

         Upadły anioł był obrócony plecami do mnie plecami co nadawało obrazowi aurę tajemniczości i grozy, chociaż głowę miał skierowaną nieco w bok. Sfrustrowało mnie to chciałam zobaczyć jego twarz, ale głowa była tak sprytnie narysowana, że mogłam zobaczyć jedynie poszczególne rysy twarzy, ale nie w taki stopniu, żeby móc go rozpoznać spotkawszy twarzą w twarz. Skrzydła miał rozłożone. Hm. Jak by rozłożyć je na proporcje w stosunku do wzrostu ciała musiały mieć co najmniej trzy metry. Chociaż były tylko    na rysunku to od razu zapragnęłam ich dotknąć. Sprawdzić czy są takie miękkie i delikatne na jakie wyglądają. Ciekawe jakby to było mieć takie skrzydła wyrastające między łopatkami. Potrząsnęłam głową. Czemu ja myślę o takich głupotach. Zerknęłam jeszcze raz   na rysunek.

         Vanessa uznała by go za niewątpliwie przystojnego faceta i w tym przypadku musiałabym jej przyznać rację. Był niezaprzeczalnie przystojny. Jego pewność siebie i ignorancja eliminowały wszystkich jego rywali. Nim się obejrzałam była już siódma rano. Kiedy to tak zleciało. Eh. Mój opiekun Metatron zawsze mówił, że chodzę z głową w chmurach przez co mija mi całe życie. Dobra czas się szykować do szkoły.

niedziela, 27 stycznia 2019, czarnafuria2000

Polecane wpisy